13 paź 2017

Zacznijmy od początku

„Jean zdążył już wyrobić sobie zdanie o nim. Był to chłopak ni to przystojny, ni to brzydki na którego pewnie żadna dziewczyna nie zwróciłaby uwagi przez te urocze piegi zdobiące jego kwadratową twarz. Odziany w garnitur wydawał się chłopakowi poukładany, spokojny, a także niezwykle mądry, ale przecież mógł się mylić. Miał jednak szczerą nadzieję, że właśnie taki będzie ten cały Marco, bo jeśli miałaby być to kolejna kurwa dla której liczą się stałe związki, to najzwyczajniej w świecie by tego nie przeżył.”


MarcoJean | Marco x Jean | Shingeki no Kyojin | Chingyu | 4832 słów


Zacznijmy od początku
Życia Jeana na pewno nie można było nazwać nudnym. Każdej nocy, gdy tylko jego rodzice znikali z domu wychodził z kumplami na imprezy, by tam poderwać kolejne dziewczyny, które znaczyły dla niego tyle samo co nic. Lista zaliczonych koleżanek nie miała granic, a co najważniejsze wciąż rosła. Dla młodego nastolatka nie liczyły się ich uczucia, nigdy nie chciał się z nimi wiązać, a tym bardziej snuć planów na przyszłość: przecież to były tylko nic niewarte przygody, które szybko się kończyły.
Ale takie życie powoli zaczynało go nudzić. Chciał zaznać czegoś nowego, jednak sam jeszcze nie wiedział czego.
Pewnego dnia, gdy podeszła do niego znajoma dziewczyna, Kirschtein nie potrafił jej słuchać. Słowa, które wypowiadała wpadały jednym uchem, a wylatywały drugim. Nie miał siły wysilać się, by zrozumieć wypowiadane przez nią zdania, więc postanowił ją olać, jednak nawet szczera niechęć nie sprawiła, że Japonka odeszła. Stała tuż przy nim ciągle nawijając o tym jak bardzo chciałaby z nim jeszcze raz się przespać i nie miała najmniejszego zamiaru odejść. A on doskonale wiedział, że pójście sobie wcale by jej nie zniechęciło: ciągle by przychodziła.
W międzyczasie udało mu się wyciągnąć telefon. Przez krótką chwilę nie wiedział po co go w ogóle wziął, ale w końcu postanowił wpisać pierwszą rzecz, która przyszła mu na myśl: „Jak pokazać dziewczynie, że nie jest się nią zainteresowanym” i rozpoczął poszukiwania.
Przez dziesięć minut monologu prowadzonego przez rok starszą uczennicę szesnastolatkowi udało się znaleźć odpowiednią wymówkę. Przyłożył urządzenie do ucha i udał, że z kimś rozmawia.
– Cześć kochanie – Jean spojrzał na koleżankę, która w końcu się zamknęła, widocznie chciała się przysłuchać tej dziwnej rozmowie. – Chcesz żebym dzisiaj przyjechał? Jasne, nie ma problemu. Do zobaczenia... – Przerwał na chwilę i spojrzał na tablicę korkową, która wisiała niedaleko niego. Było tam wypisanych wiele imion, więc postanowił wybrać pierwsze lepsze. Niech się dzieje co ma się dziać, może przynajmniej ona się od niego odczepi. – Marco.
W tym samym momencie szatynka zakryła swoje usta dłonią. Nie mogła uwierzyć to czego była właśnie świadkiem. Chłopak z którym się przespała teraz sam miał... chłopaka?
– Obrzydliwe! – wrzasnęła zażenowana i odeszła.
Obserwując oddalającą się sylwetkę siedemnastolatki jasnowłosy uśmiechnął się zwycięsko. Udało mu się pozbyć tej nieznośnej dziewczyny, tak jak miał to w planach. Teraz pozostało mu już tylko odpoczywać.

Od tego momentu minęły niecałe dwa dni. Jean niemal od razu pożałował swojej decyzji w której stwierdził, że dobrą opcją będzie pokazanie, że ma „chłopaka”. To była najgłupsza opcja, którą mógł wybrać. W ciągu tych nieznośnie ciągnących się kilkunastu godzin zdążył dostać na swoją skrzynkę internetową nie tylko hejty, ale również wiadomości w których osoby tej samej płci prosiły o spotkanie w cztery oczy, aby umówić się na przelotny seks (swoją drogą było ich naprawdę wielu). Jean za każdym razem, gdy powracał do czytania tych maili miał odruch wymiotny.
Nie był gejem i tak jak inni brzydził się tymi chorymi osobami. Przecież nie było to normalne, ale może sam zasłużył na to wszystko? W sumie mógł po prostu powiedzieć rok starszej koleżance, że między nimi już nigdy nic nie zajdzie. Tylko jedna noc i koniec.
Chłopak szedł właśnie w stronę szkoły, gdy nagle został wyrwany ze swoich rozmyśleń.
– Cześć, Jean!
– O kurwa... – syknął szesnastolatek zwracając głowę w bok, by zbliżająca się przyjaciółka nie zauważyła jego rumieńca.
Cholera, jeszcze tylko jej zabrakło w tej historii, pomyślał wściekły. Miał nadzieję, że nie dowiedziała się o jego wcześniejszym, nieprawdziwym wyznaniu. Szczerze powiedziawszy to właśnie na jej opinii zależało mu najbardziej i nie chciał by uznała go za jakiegoś zboczeńca. W gruncie rzeczy to bardzo mu się podobała...
– Cześć... Historia... – szepnął, gdy do niego podeszła. Nie za bardzo wiedział co powiedzieć, więc ledwo wysilił się na powitanie. Modlił się tylko, by nie wspomniała o jego rzekomym homoseksualizmie.
– Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – zapytała zła uderzając go dłonią w ramię. Dziewczyna zrobiła naburmuszoną minę, a jej policzki okrył uroczy rumieniec wywołany zdenerwowaniem.
– O czym?
– No jak to o czym? – mruknęła. – Jesteśmy przyjaciółmi już od dobrych dziesięciu lat i nic mi nie powiedziałeś o tym, że masz chłopaka! Dowiedziałam się o tym od Erena, rozumiesz! Czuję się zażenowana!
– Ach od Erena... – warknął pod nosem.
Zabiję skurwiela, zawsze musi zniszczyć moje plany..., pomyślał wściekły, po czym posłał przyjaciółce ciepły uśmiech. Chciał jej na spokojnie wytłumaczyć, że żadnego chłopaka nie ma i że było to jedynie kłamstwo, ale ujrzał wtedy przyglądającą się im starszą koleżankę. Gdyby teraz powiedział prawdę tamta znów by się od niego nie odkleiła.
– Chcę go poznać! – uśmiechnęła się szczęśliwa Reiss.
– Mhm – Jean poczuł jak się poci – myślę, że za niedługo go poznasz.
Źle, źle, źle!, Kirschtein przeklął się w myślach siląc się jednocześnie na zadowolony uśmieszek. Wcale nie było mu do śmiechu, wcale! Właśnie potwierdził, że ma chłopaka i że Historia za niedługo go pozna!
– Jutro widzimy się w kawiarence. Przyprowadź go, bo inaczej się zdenerwuję! – Dziewczyna odeszła od niego kawałek i pomachała mu na pożegnanie.
Lekcje już się zaczęły, więc chłopak na spokojnie będzie miał szansę przemyśleć to jak wywinąć się z tej niecodziennej oraz żenującej sytuacji. Kto by pomyślał, że kiedyś będzie musiał udawać geja.

Wieczorem Jean wrócił do pustego domu wściekły i rozjuszony, ale jednocześnie zamyślony. W szkole nie dawali mu spokoju przez jego wyznanie, jednak nigdy nie miał szansy wywinąć z tego kłamstwa. Za każdym razem, gdy ktoś o tym wspominał widział prześladującą go dziewczynę, która powoli dawała sobie spokój. Być może była to dobra decyzja?
– Chyba się zamorduję – westchnął zrezygnowany.
Chłopak skierował się do swojego pokoju, a gdy tylko rzucił plecak na łóżko sam podszedł do biurka i odpalił laptopa wartego ponad pięćset tysięcy jenów. Zawsze miał wszystko najdroższe, nie musiał się niczym martwić, bo jego rodzina była niezwykle bogata, a lubił się tym chwalić, bo jego rodzice sami do tego doszli.
– Kurwa i co ja mam robić? – zapytał znudzony wchodząc na najpopularniejszy portal społecznościowy: Facebook.
Na początku przeglądał go z lekkim zaciekawieniem oglądając jakieś przypałowe filmiki, ale zaraz zaczęło go to nudzić. Co jest ciekawego w tym, że jakiś debil robi challenge polegający na wypiciu wódki pomieszanej z szamponem? Ha, głupota, zaraz pewnie trafi do szpitala, więc nic dobrego z tego nie ma.
Kirschtein w końcu wyłączył stronę i patrząc na czterokolorowe kółko ulubionej przeglądarki zastanawiał się co powinien przejrzeć. Myślał najpierw nad tym, by wyszukać „Jak wymigać się od kłamstwa?”, ale zdał sobie sprawę iż wtedy Historia bardzo się na nim zawiedzie. Ostatecznie zdecydował się na jedyne dobre wyjście: postanowił znaleźć sobie chłopaka.
Nie byłoby to trudne, jednak na nieszczęście Jean utrudnił sobie to zadanie wymyślając iż jego ukochany nazywa się Marco. O tym blondynka pewnie też już się zdążyła dowiedzieć, więc musiał rozpocząć poszukiwania.
Ze zniesmaczeniem wpisał w wyszukiwanie „portal randkowy gejów” i gdy tylko nacisnął na pierwszą stronę, wziął się roboty. Przecież znalezienie chłopaka o niejapońskim imieniu w Japonii było dość nietypowe, a w dodatku ów wybranek nie powinien być wiele starszy.
Czy znalezienie takiego geja było w ogóle możliwe?
Po głębokim westchnięciu Japończyk w końcu wziął się do roboty. Nie dość, że czasu było mało to ciągle go ubywało. Musiał więc rozpocząć poszukiwania chłopaka, który chętnie jutro się z nim spotka.
– Co ja kurwa robię ze swoim życiem? – zapytał wkurwiony Jean, ale nie zrezygnował z jedynego pomysłu.
Po dziesięciu minutach krytyki w sprawie profilów mężczyzn na portalu w końcu udało znaleźć mu się dwójkę pasujących nastolatków. Zadowolony z efektu końcowego Kirschtein napisał do obydwóch jedną krótką wiadomość z powitaniem i czekał aż w końcu ci mu odpiszą. Niestety długo minęło zanim kropka aktywności na koncie jednego z nich zrobiła się zielona, ale po oczekiwaniach jeden z nich nareszcie się pojawił.
– A więc ty – powiedział z uśmiechem spoglądając na jego zdjęcie profilowe.
Jean zdążył już wyrobić sobie zdanie o nim. Był to chłopak ni to przystojny, ni to brzydki na którego pewnie żadna dziewczyna nie zwróciłaby uwagi przez te urocze piegi zdobiące jego kwadratową twarz. Odziany w garnitur wydawał się chłopakowi poukładany, spokojny, a także niezwykle mądry, ale przecież mógł się mylić. Miał jednak szczerą nadzieję, że właśnie taki będzie ten cały Marco, bo jeśli miałaby być to kolejna kurwa dla której liczą się stałe związki, to najzwyczajniej w świecie by tego nie przeżył.
– Dobra, jestem ciekawy co mi odpiszesz – szepnął podpierając się łokciem o biurko i kładąc na dłoni podbródek. – Błagam cię, nie bądź jakąś napaloną dziwką... Bądź jebanym nudziarzem...
Nie musiał długo czekać zanim chłopak mu odpisał robiąc przy tym dobre wrażenie. Słowo „witam” wystarczyło, by Jean podjął decyzję, którego chłopaka powinien wykorzystać do swojego niecnego planu.
Tym oto sposobem szesnastolatek znalazł idealnego geja... oczywiście tylko do tego by spotkać się na jeden dzień... A przynajmniej tak sobie wmawiał, bo kto powiedział, że nie szukał swojego ideału?

Chłopcy przepisali ze sobą kilka godzin. Kirschtein nawet nie zauważył, kiedy na zegarku wybiła godzina dwudziesta trzecia. Dobrze mu się pisało z Marco, który niedawno skończył siedemnaste urodziny. Dowiedział się iż ukrywa fakt, że jest gejem, bo bał się tego co mogłoby się stać, gdyby ta informacja rozniosłaby się po szkole, ale również tego, że nie ma wcale łatwo jeśli chodzi o rodzinę. Oprócz tych ciężkich tematów poruszyli także lekkie tematy takie jak: co lubią (tutaj dowiedział się, że Bott tak jak sądził lubi ciszę i spokój), a także czego nienawidzą. Jean był pod wielkim wrażeniem szczerości rok starszego kolegi, który tak szybko mu zaufał tylko przez to iż powiedział, że „naprawdę” jest homoseksualistą. W pewnym momencie poczuł nawet wyrzuty sumienia i chciał wyjawić prawdę, ale wyobrażał sobie wtedy zawiedzioną twarz przyjaciółki, więc rezygnował z tego pomysłu.
Jasnowłosy nie do końca wiedział jak powinien rozpocząć rozmowę na temat jutrzejszego spotkania, więc aby rozluźnić atmosferę poprosił kolegę o skype. Oczywiście przekonania do tego zajęły mu z godzinę, więc dopiero o północy chłopcy po raz pierwszy się zobaczyli.
Przez pierwsze kilka minut żaden z nich nie potrafił się odezwać. Jean był pod ogromnym wrażeniem – Marco wyglądał nieco inaczej niż na zdjęciu profilowym. Jego twarz była jeszcze bardziej czerwona przez rumieńce, które powstały pod wpływem zażenowania, a t-shirt, który teraz pełnił rolę górnej części piżamy dodawał mu jednocześnie męskości i wizerunku bad boya.
– Jesteś przystojny – westchnął w końcu Kirschtein, a Bott podrapał się po policzku, który musiał go już chyba palić ze wstydu. Boże, gdyby ktoś mu powiedział, że tego dnia spotka takiego chłopaka... to chyba by się upił, by dodać sobie odwagi.
– Mhm... Dziękuję – powiedział po chwili – a ty jesteś niezwykle... Uroczy...
Szesnastolatek podniósł delikatnie brwi do góry. Jeszcze nigdy nie usłyszał tak dziwnego komplementu, ale w sumie to nie było mu z tym źle.
– To chyba ja powinienem podziękować. – Podniósł prawy kącik ust nieco do góry, jednak jego oczy mówiły same przez się: robił się znudzony. – Chociaż i ty mógłbyś mi podziękować, jednak myślę iż w inny sposób.
– J-Jaki?
– Rozbierz się.
Bezpośredniość Jeana sprawiła, że Marco przez pierwsze kilka minut po tych słowach nie potrafił się odezwać. Pewnie rozmyślał nad tym co dobrego wyjdzie mu z rozebrania się przed niedawno poznanym chłopakiem, ale w końcu podjął decyzję.
Raz kozie śmierć.
Niech się dzieje co ma się dziać.
Pewnie i tak się nigdy nie spotkają...
– To jak? – zapytał po chwili jasnowłosy spoglądając na chłopaka po drugiej stronie ekranu, który cały czas miał mieszane uczucia. – No chyba, że nie chcesz... Wiesz, wcale nie musisz...
– Zrobię to.
Nieoczekiwana pewność Botta trochę wytrąciła Jeana z równowagi. Był pewien, że siedemnastolatek nie zgodzi się na to i dlatego poprosił go o to... a teraz ten naprawdę chciał się przed nim rozebrać. Może powinien to nagrać? W sumie dlaczego nie...
– Ufam ci... – odezwał się Marco spoglądając na okno znajdujące się w jego pokoju. – Dobrze... Zaczynam.
I tak jak powiedział, tak zrobił: nie wstając z krzesła na którym siedział zdjął najpierw ciemną bluzkę ukazując tym samym górną część swojego ciała. Kirschtein był pod nie lada wrażeniem. Nie wierzył w to, by jego nowy kolega miał chociażby lekki zarys klatki piersiowej, a tu przeżył nagle taki szok. Ten jakże nieśmiały, nijaki z twarzy Marco posiadał nie dość, że sześciopak, to jeszcze te pieprzone pieprzyki rozmieszczone po całym ciele dodawały mu niesamowitej męskości, a zarazem uroku!
Przez krótką chwilę Jean nie wiedział co powinien zrobić i tylko czuł jak jego blade policzka robią się czerwone. Jak powinien wybrnąć z tej sytuacji?
Nie zmieniając swojej pozycji podpierania się o rękę oraz swojej mimiki twarzy postanowił jakoś zadziałać. Coś złego się się z nim działo...
Zachęcony zakłopotanym zachowaniem Marco wystawił język i zaczął seksownie oblizywać swoje usta jakby chciał pokazać chłopakowi, że go pożąda mimo iż tak naprawdę tak nie było. Mogła to być przecież świetna zabawa.
Bott spojrzał na niego zaskoczony, czerwieniąc się po same końcówki uszu.
– To jak...? – sapnął kusząco, a szatyn przełknął głośno ślinę. – Nie denerwuj się. Chciałbyś się jutro ze mną spotkać? Powiedziałem przyjaciołom, że wezmę ze sobą kogoś na kolację.
– Mhm... – mruknął kiwając głową na znak zgody... chyba nie był do końca pewny tego co robi.
– Oki to jesteśmy umówieni, papa! – krzyknął Jean. – Napiszę ci wszystkie informacje na portalu!
Nie czekając na odpowiedź ze strony chłopaka gwałtownie się rozłączył. Ostatnie „mhm”, które wypowiedział Marco sprawiło, że szesnastolatek poczuł dziwne motylki w brzuchu. Co to miało być?
Kurwa, przecież nic nie mogłem poczuć, więc dlaczego?, zapytał samego siebie i uderzył się w tył głowy. Na koniec stwierdził, że tylko napisze do Botta adres kawiarni, po czym poszedł spać. Ten chłopak był dziwny, ale jaki... fajny?

W nocy śpiącego Jeana obudziły wibracje z telefonu. Wściekły otarł zaspane oczy i z ogromną niechęcią spojrzał na ekran blokady, który ukazywał kto do niego napisał. Widząc nazwę „mar.bot” westchnął wściekły, po czym udał sam przed sobą, że się raduje.
Był tak zmęczony, że nawet taka mała rzecz tak cholernie go wnerwiła.
Po kilku chwilach w końcu odczytał dość zaskakującą wiadomość Marco, której Kirschtein nigdy się nie spodziewał.
„Jejku jestem taki głupi, wiem... Zakochałem się w tobie i... Zrobiłem coś niesamowicie głupiego... Tak bardzo mi się podobasz... Także chyba... Rozumiesz co mam na myśli, nie...? Podniecasz mnie...”
Po przeczytaniu szesnastolatek miał mieszane uczucia.
Właśnie zakochał się w nim gej...
Gej z którym miał iść jutro na „randkę”, by pokazać jaką są świetną parą. Głupio mu było teraz przed samym sobą, że wpakował się w coś tak nierozsądnego. Mógł poprosić każdego kolegę twierdząc, że to tylko beka, więc dlaczego wymyślił znalezienie prawdziwego homoseksualisty? Zrobił właśnie coś najgłupszego na świecie.
Kurwa co ja zrobiłem!, pomyślał odkładając telefon. Jego twarz była cała czerwona – ale co dziwniejsze nie ze złości... robiło mu się ciepło na myśl iż jakiś chłopak masturbował się właśnie przez niego.

– To kiedy przyjdzie twój chłopak? – zapytała rozweselona Historia rozglądając się na wszystkie strony.
– Za chwilkę.
Jean stał tuż obok niej groźnie spoglądając na przyjaciółkę, która przyszła razem z dziewczyną. Nie spodobała mu się, jej wzrok był dziwny, gorszy od jego. Oczami wręcz krzyczała: „Odpierdol się od niej, zboczeńcu!”. Czyżby czegoś o blondynce nie wiedział? Może ona też była homosek... Chwilę, chwilę jakie „też”.
Ja żadnym pedałem nie jestem, pomyślał wściekły kręcąc głową na wszystkie strony, by pozbyć się tych nie tyle co głupich, ale również dziwnych (zboczonych) myśli.
– Ty w ogóle jesteś pewny, że masz chłopaka? – zapytała podejrzliwie Ymir, która na nieszczęście szybko mogła wyczuć kłamstwo. – Coś mi się...
– Jean! – Pod wpływem głosu Kirschtein drgnął delikatnie w duchu ciesząc się, że męski głos uratował go przed kolejnymi podejrzliwymi pytaniami przyjaciółki Reiss. Szesnastolatek odwrócił się w stronę z której dobiegł głos i pomachał w niewiadomą stronę. Miał nadzieję, że w ten sposób Marco z którym się umówił rozpozna go.
– Znajdź mnie... – szepnął jasnowłosy szczerząc się do tłumu przed nim. Skąd miał wiedzieć do kogo machał?
Nagle z chmary ludzi wyszedł wysoki, nieźle zbudowany szatyn, którego twarz wygięta była w przepraszającą minę. Było mu głupio przeciskać się przez przechodniów, ale co miał zrobić? Skoro Jean chciał się spotkać to nie mógł mu odmówić.
A szesnastolatka przeszedł przyjemny dreszcz. Sam nie wiedział czemu. Po prostu, kiedy zobaczył Marco... zrobiło mu się ciepło. Na żywo był jeszcze przystojniejszy niż przez Internet.
– Boże... – powiedział Kirschtein, co oczywiście nie umknęło uwadze Ymir.
– Co? – zapytała ostro. – Nigdy go na oczy nie widziałeś, że teraz tak wzdychasz?
– Nie... Nie o to chodzi... – odpowiedział, jednak nie do końca był świadomy tego, co mówił. – On po prostu jest taki... Ech, brak słów... Taki... idealny... – Nie spojrzał już na towarzyszące mu dziewczyny, tylko bez zbędnych słów podszedł do chłopaka. – Cześć.
Po tym słowie sam nie wiedział co się z nim stało, ale gdy tylko Marco odwrócił głowę w jego stronę gwałtownie wpił się w jego wargi. Nie był to pocałunek delikatny, Jean nie bawił się w takie rzeczy, ale mimo to przeżywał teraz pieszczotę tysiąc razy lepszą od tych które odczuwał będąc z jakąkolwiek dziewczyną. Tak bardzo mu się to spodobało, że nawet nie wiedział, kiedy dosłownie uwiesił się na nim czując jak miękną mu kolana. Dołożony do „zabawy” język sprawił, że jego cały świat wirował. Tempo było szybkie, aczkolwiek powolne.
Chciał więcej i więcej.
– Ekhem.
Gorącą pieszczotę dwójki chłopaków przerwała zażenowana szatynka, której było nieco głupio, że podejrzewała Jeana o kłamstwo. Może jednak się myliła? Ale przecież tak bardzo biło od niego nie tyle już, że nieszczerością, ale i... heteroseksualizmem?
Kirschtein w końcu oderwał się od po raz pierwszy widzianego siedemnastolatka z ogromnym niezadowoleniem, ale jednocześnie zaskoczeniem. Pocałunek wcale nie sprawił, że czuł się głupio, wręcz przeciwnie... chciał zrobić na tej ulicy coś o wiele gorszego, a jego nowemu partnerowi widocznie to nie przeszkadzało.
– Historia, Ymir... – powiedział jasnowłosy, gdy we czwórkę stali niedaleko siebie. – Oto Marco Bott. Jest od nas rok starszy i chodzi do drugiej klasy liceum plastycznego... Chciałby rysować mangi.
– Ooo! – krzyknęła radośnie Reiss, lecz Jean nie zwrócił na nią żadnej uwagi, patrzył jedynie na szatyna z nieopisanym podziwem.
– Witaj – odezwał się przyjaźnie. – Jestem przyjacielem Jeana, miło mi poznać jego przyjaciółki. Mam nadzieję, że mnie zaakceptujecie.
– Chętnie! – Blondynka uderzyła Kirschteina. – Dlaczego mi nie powiedziałeś? Przecież to taki świetny chłopak! Nie powinieneś się go wstydzić!
– Nie wstydzę, nie martw się.
Jasnowłosy posłał Historii wesoły uśmiech i wplótł palce we dłoń Marco. Ile by dał żeby jeszcze chwilę pobyć w tym przyjemnym uścisku, ale niestety... zaraz miało się to skończyć.
– Cieszę się, że przyjechałeś – szepnął Jean na ucho znajomego. – Nie sądziłem, że naprawdę to dla mnie zrobisz... Poza tym... Twoje wczorajsze wyznanie musiało cię sporo kosztować, czyż nie?
– Nie przesadzajmy... Ale cieszę się, że mimo to dzisiaj nie uciekłeś – odpowiedział całując szesnastolatka w skroń.
Boże, jaki romantyczny, pomyślał Kirschtein dotykając ucałowane miejsce. Przez chwilę wpatrywał się zapatrzony w Marco niczym w obrazek, ale w końcu otrząsnął się z tego transu. Gwałtownie pokiwał głową przerażony własnymi myślami i uderzył się dosyć mocno w policzek otwartą dłonią.
– Ja pierdolę – powiedział zdziwiony.

Jean siedział w kawiarni obok nowego kolegi. Sytuacja powoli robiła się ciężka – tematy zaczęły się kończyć, a on tylko modlił się o to, by dziewczyny o nic nie pytały, a także by Marco nie wspominał o tym iż znają się naprawdę krótko. Chciał uniknąć krępujących sytuacji.
Ale jak na złość jego prośby nie mogły zostać wysłuchane.
– A tak między nami – zaczęła Ymir, która wciąż nie ufała Kirschteinowi. Normalna para gejów nie zachowywałaby się jak oni... przecież wymienili między sobą tylko kilka zdań i nie dotknęli się po tym pocałunku już ani raz. – Od kiedy jesteście razem?
Marco otworzył szerzej oczy nie do końca rozumiejąc.
– Jak to? Przecież wczoraj się poznaliśmy – odpowiedział spokojnie, chociaż zaczął się już trochę denerwować, a także stresować. Czyżby kolejna osoba go oszukała? Kolejna osoba na której  zaczęło mu zależeć?
– No coś ty? – parsknęła szatynka, po czym zwróciła się do zaskoczonego Jeana. – A jednak wszystkich okłamałeś?
– Co...?
– Nie rób z siebie debila! – wrzasnęła wściekła. – Jesteś taki sam jak inni! Historia tak bardzo ci ufała, a ty ją okłamałeś w tak perfidny sposób! I po co ci to było!
– Ja... – szepnął cicho Kirschtein nie wiedząc jak powinien się wytłumaczyć. Nie dość, że zaraz straci najlepszą przyjaciółkę, która bardzo mu się podobała to jeszcze dodatkowo... Marco już nigdy więcej nie odezwie się do niego.
Jasnowłosy uciekł wzrokiem w dół spoglądając na talerz, który leżał naprzeciwko niego. Miał nadzieję, że w ten sposób uda mu się choć trochę zyskać na czasie.
– Ja...
– Już się nie pogrążaj – nieoczekiwane warknięcie ze strony Botta sprawiło, że Jean poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej. Szatyn bez zbędnych słów wstał od stołu i nie żegnając się z nowymi znajomi, odszedł.
Zawiódł się na kolejnym chłopaku, który chciał go jedynie wykorzystać. Powinien się tego spodziewać, przecież znajomości przez Internet... zawsze w końcu się kończą płaczem jednej ze strony, a na nieszczęście znów wypadło na niego.
Gdy wyszedł z budynku, spojrzał jeszcze na telefon, jednak żadnej wiadomości na nim nie było. Jeanowi naprawdę na nim nie zależało; to smutne.
– Czego miałem się spodziewać? – westchnął sarkastycznie, po czym schował urządzenie i odszedł parę kroków, gdy nagle ktoś gwałtownie chwycił go za nadgarstek.
– Marco...
Bott nie mógł uwierzyć w to czyj głos właśnie usłyszał. Niepewnie odwrócił się w stronę zażenowanego chłopaka i mimo iż poczuł w sercu niesamowitą radość z tej niespodzianki, to postanowił zachować poważny wyraz twarzy. Poza tym... Czego tak naprawdę mógł się spodziewać?
– Przepraszam... – Jean spuścił głowę obserwując czubki swoich butów. – Ja wiem, że zrobiłem ci coś okropnego, ale... Zależało mi na tym, by poderwać Historię, ale jedna dziewczyna mnie prześladowała, więc powiedziałem jej, że mam chłopaka... – Zwierzył się, a siedemnastolatek nie potrafił uwierzyć w to czego właśnie słuchał. – Postanowiłem więc znaleźć jakiegoś prawdziwego geja... Wypadło akurat na ciebie – przerwał na chwilę. – Tak, wykorzystałem cię, a...
– Okej, starczy – syknął Marco uwalniając się z denerwującego go uścisku. – Nie martw się już nigdy więcej nie będziesz musiał mnie spotkać. Przecież jesteś hetero, który brzydzi się gejów!
– To nie...
– Na razie – odpowiedział szatyn, po czym odszedł zostawiając Jeana samego ze swoimi myślami.

Szesnastolatek od paru dobrych dni po ostatniej kłótni z Marco nie wychodził z domu. Było mu nie tyle co wstyd za swoje zachowanie, ale także niezmiernie przykro, że Bott nie chciał utrzymywać z nim kontaktu. Zmartwiona jego nieobecnością w szkole Historia postanowiła pewnego razu go odwiedzić. Oczywiście od Ymir dowiedziała się całej prawdy, jednak ona znała swojego przyjaciela – pewnie teraz bardzo cierpiał przez to rozstanie... a co najlepsze wcale się nie myliła.
Pod ogromny dom Kirschteinów przyszła przed dziewiętnastą, jednak po długich oczekiwaniach na otworzenie wejściowych drzwi stwierdziła, że to bezsensu. Obeszła kawałek budynku i w końcu ujrzała okno za którym jej najlepszy przyjaciel miał pokój. Czym prędzej wspięła się na pobliskie drzewo i jak to robili w przeszłości zapukała niewielką pięścią w szybę. Niemal natychmiast Jean pojawił się przy oknie i zaskoczony pomógł dziewczynie wejść do środka.
– Oszalałaś?! – wrzasnął na początek, a ona tylko westchnęła głośno. – Nie jesteśmy już dziećmi! Co byś zrobiła gdybyś upadła?!
– Pff – odpowiedziała od razu – nieważne co dzieje się ze mną. Powiedz mi lepiej jak ty się czujesz.
– A jak mam się czuć? – mruknął niezadowolony znów kładąc się na łóżko i zapatrzył się w sufit. – Chłopak, którego dopiero co poznałem, a w dodatku wykorzystałem nie odzywa się do mnie. Nie pytaj się mnie, dlaczego tak bardzo się tym przejmuję, bo nie wiem... Po prostu jestem wściekły i smutny, że go przy mnie nie ma. Jeszcze jakieś pytania, czy możesz w końcu opuścić łaskawie mój dom?
– Jean...
– Dobrze wiesz, że nienawidzę kiedy ktoś się wtrąca w moje problemy. – Powiedział wściekły. – Zostaw mnie samego i daj mi święty spokój.
– Nie chcę.
– Dlaczego nie?
– Bo za niedługo masz spotkanie z Marco.
Chłopak gwałtownie podniósł się do siadu, a jego oczy nieoczekiwanie rozbłysnęły radosnymi iskierkami. Mówiła prawdę, czy może jednak kłamała?
– Kiedy? – zapytał cicho, jakby z odrobiną nieśmiałości w głosie. – Żartujesz, prawda?
– Nie żartuję w takich sprawach. Lepiej się szykuj, bo zaraz tu przyjdzie – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Szczerze nie sądziła w to, że Kirschtein aż tak bardzo ucieszy się na tą wieść. Przecież znał tamtego chłopaka tak naprawdę jeden dzień, a stęsknił się za nim jakby byli parą, która na naprawdę długi czas się rozstała. – Udało mi się go przekonać, by...
W tym samym czasie usłyszeli dzwonek do drzwi.
– O wilku mowa – zaśmiała się blondynka, po czym wyskoczyła z pokoju jak z procy. – Ja wyjdę sobie oknem na parterze, a ty przyjmij swojego gościa. – Już miała odejść, jednak zatrzymała się jeszcze na chwilę. – Bądź z nim szczery i nie ukrywaj swoich uczuć. Marco to naprawdę fajny chłopak... Pasujecie do siebie.
Ostatnie zdanie jakie wypowiedziała dziewczyna sprawiło, że Jean poczuł przyjemne ciepło rozpływające się po jego całym ciele. Czym prędzej ruszył się ze swojego miejsca i zbiegł na dół, by następnie otworzyć drzwi.
W jego oczach pojawiły się łzy, gdy ujrzał naprzeciwko siebie Marco, który patrzył na niego z lekkim smutkiem. Żaden z nich tak naprawdę nie był jeszcze przygotowany na to spotkanie i nie do końca wiedzieli od czego powinni zacząć rozmowę. Zresztą miała być ona niezwykle trudna.
– Witaj. – Po paru chwilach odezwał się w końcu przybyły niedawno Bott.
– C-Cześć – odpowiedział cicho Kirschtein, który wciąż nie potrafił uwierzyć w to, że szatyn sam z siebie postanowił do niego przyjść. Przecież potraktował go tak okropnie... – C-Chesz wejść?
– Jeśli mogę...
– Jasne! – krzyknął chłopak.
O ja żesz kurwa, jak ja się przy nim zachowuję?! Ogarnij się!, pomyślał jasnowłosy, po czym uderzył się dosyć mocno w policzek, by się otrząsnąć. Przybrał swoją codzienną, wredną minę i poprowadził chłopaka do kuchni. Stwierdził, że nie powinien mu pokazać jak bardzo za nim tęsknił, Marco powinien wiedzieć, że bez niego jest tak jak było wcześniej... Po prostu nie chciał go przepraszać...
– Po co przyszedłeś? – zapytał lekko drżącym głosem, chociaż chciał zabrzmieć ostro.
– Myślę, że musimy porozmawiać... Nie chcesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Jasne, że chce!
– Nie mamy o czym – zaprzeczył sam swoim myślom.
– Czyli nie? – zapytał zaskoczony Marco, który właśnie przeklął w myślach Historię, której po natrętnych wiadomościach w końcu udało się przekonać go, by odwiedził chłopaka, który go oszukał. – To ja pój...
– Nie, czekaj – Jean spuścił głowę oraz złapał go za nadgarstek. Może i miał swoją dumę, ale nie chciał go po raz kolejny tracić. – Zostań jeszcze chwilkę, dobrze?
– Tylko chwilę?
– Nie... Trochę dłużej.
– Trochę?
– Nie! Zostań dopóki ci wszystkiego nie wytłumaczę i sam później zdecyduj, czy będziesz chciał jeszcze zostać, czy odejść! – Wrzasnął na jednym tchu, jakby bał się, że znów palnie coś głupiego. Choć przez moment chciał byś ze sobą szczery oraz pokazać samemu sobie, że naprawdę zależy mu na Marco.
– Dobrze, więc porozmawiajmy.
Bott usiadł na sofie, która mieściła się w salonie. Nie chciał iść do pokoju kumpla, bo nie był pewny, czy nie zrobiłby czegoś głupiego... bo naprawdę stęsknił się za Jeanem, który podniecał go tym wrednym tonem i szyderczą miną.
– Od czego powinie...
– Zakochałem się w tobie – szatyn przerwał Kirschteinowi jego pierwszą wypowiedź. – Ale zawiodłem się na tobie... Cholernie zawiodłem – powtórzył dodając dramaturgii swojej wypowiedzi. – Jesteś kolejną osobą, która wykorzystała mnie w tak perfidny sposób... – Jean słuchając tego usiadł zażenowany obok niego obserwując swoje buty. Nie potrafił podnieść oczu i spojrzeć na niego. Po raz pierwszy było mu tak niesamowicie głupio. – Nienawidzę tego uczucia, kiedy wykorzystuje się mnie i dlatego wtedy odszedłem. – Przerwał, by znaleźć chwilkę na przełknięcie śliny. – Przepraszam. Powinienem cię wysłuchać...
Wypowiedź Marco zszokowała jasnowłosego, który nie rozumiał dlaczego to on go przepraszał, a nie na odwrót: w końcu jednak się otrząsnął i postanowił mu odpowiedzieć.
– To ja powinienem przepraszać... Dlatego, przepraszam – powiedział zaciskając mocno pięści. – Jestem debilem, powinienem ci wszystko wytłumaczyć już wcześniej, ale jeśli nie jest jeszcze za późno to chcę zapytać: czy mogę zrobić to teraz?
Bott kiwnął głową na znak zgody.
–  Jak już wiesz byłem zakochany w Historii... Ale przy okazji lubiłem się zabawić... Oczywiście mam na myśli częste spanie z różnymi dziewczynami – na chwilę przeniósł wzrok na Marco, który widocznie został zaskoczony. Cóż... niecodziennie można się dowiedzieć, że ukochana osoba wiele razy sypiała z innymi. – Proszę wytrzymaj do końca mojej wersji – powiedział cicho Jean bojąc się jego reakcji.
– Nie martw się – uśmiechnął się sztucznie. – Mów dalej.
– Jedna z tych dziewczyn zakochała się we mnie, więc postanowiłem zrobić coś, dzięki czemu odczepiłaby się ode mnie. W necie przeczytałem kilka dziwnych propozycji i w końcu stwierdziłem, że najlepszą jest powiedzenie iż mam chłopaka... – Zaczął mówić coraz ciszej, robiło mu się wstyd. Dopiero teraz zaczynał rozumieć, jak głupie było jego życie. – W ten sposób trafiłem, więc na ciebie... A po dłuższej rozmowie zgodziłeś się na to spotkanie... Naprawdę się ucieszyłem, ale nie dlatego, że udało mi się znaleźć naiwnego kolesia...  Po prostu szczerze cię polubiłem i pierwszy raz spodobał mi się... chłopak.
– Och... – westchnął zaskoczony Marco ostatnim wyznaniem, co sprawiło że Jean trochę bardziej się rozluźnił. Cóż, myślał, że szatyn zacznie się śmiać, a tu... miła niespodzianka.
– Serce zaczęło mi szybciej bić, kiedy cię zobaczyłem wśród tłumu, a ten wcześniejszy pocałunek... Nigdy wcześniej nie czułem się tak wspaniale i teraz wcale cię nie oszukuję. Mówię szczerze jak nigdy dotąd – powiedział rumieniąc się.
Tym razem Bott nie odpowiedział mu słownie. Zamiast tego pochylił się nad nim, po czym złożył na jego ustach delikatny pocałunek. Jean na początku był zaskoczony, więc jego pierwszą reakcją była chęć odsunięcia się od niego, ale na szczęście jego ciało pozostało sztywne.
– Podoba ci się? – zapytał szatyn przerywając przyjemną pieszczotę.
– Mhm – odpowiedział Kirschtein zamykając powieki. – Pragnę jeszcze.
– Jesteś tego pewny?
– W stu procentach, Marco – powiedział Jean oczekując kolejnego pocałunku ze strony chłopaka.
– Okej.
– Ale! – krzyknął nagle Jean, po czym zarumienił się. To co właśnie powie będzie jeszcze bardziej zawstydzające niż to iż rumieni się jak jakaś głupia, zakochana nastolatka. – Pogodziliśmy się?
– Myślę, że tak – powiedział szatyn. – Zacznijmy od początku...