niedziela, 6 sierpnia 2017

[01] Dylemat

Długo zastanawiałam się nad tym, kiedy opublikuję pierwszą część tej historii, którą może ktoś kojarzy z bloga "Dilemma NaruHina". Postanowiłam powrócić z tym opowiadaniem, bo szkoda mi było czasu, który spędziłam na pisanie tego, a skoro niektórym się podobało to dlaczego miałabym tego nie dodać? Historia może zdobyć nowych fanów, prawda? 
Aktualnie mam kryzys pisarski i nie mam weny na pisanie, ale myślę, że za niedługo mi to przejdzie. Ba, jestem tego pewna. Po za tym jestem w trakcie oglądania anime "Ballroom e Youkoso", które mocno polecam. Oprócz tego widziałam dzisiaj shonen-ai "Hitorijime My Hero", które również polecam do obejrzenia w szczególności fanom męsko-męskiej miłości :).
Po za tym co u mnie? Hm, jutro przyjeżdża do mnie chłopak, więc będę trochę zajęta, a od środy prawdopodobnie będę u przyjaciółki (tutaj jej blog klik). Dodatkowo wciąż nie mogę uwierzyć w historię z wczorajszego dnia z nietoperzem. Ale dobra nie będę was zanudzać i zapraszam do czytania! :)



Pairing: NaruHina, pobocznie: ShikaTema
Anime: Naruto
Ostrzeżenia: - - -
Tytuł rozdziału: Zmartwiony Naruto


Dylemat #01.
W tak ponury dzień jak ten nikt nie miał ochoty wstawać ze swojego wygodnego łóżka oraz opuszczać to miłe ciepełko wywołane przez drugą połówkę, która leżała obok nich. Niestety na stare lata obowiązki wzywały. Były też osoby, nieliczne, ale jednak były, które w tak pracowity dzień nic nie robiły oprócz oglądania telewizora i zajadania się ulubionymi chrupkami, wyłącznie w ten sposób zwalczając nudę. Jednym z tych osób był Uzumaki Naruto, chłopak o blond włosach ułożonych w artystycznym nieładzie, wyglądających jakby dopiero co wstał z łóżka mimo iż była dwunasta w południe oraz o błękitnych niczym najpiękniejszy odcień morza podczas trwania lata oczach, w których można było ujrzeć niemalże zawsze iskierki radości. Jednym z jego znaków rozpoznawczych były po trzy lisie wąsiki na policzkach, które wszystkich dziwiły swoim istnieniem. No bo niby jak człowiek może mieć takie wąsy? Zresztą, czego się na tym świecie nie widziało, pewnie był wybrykiem natury, czy coś w ten deseń. W sumie jego bliźniak również takie miał, więc obydwoje musieli wytrzymywać różnego rodzaju plotki na ich temat.
Blondynowi wyjątkowo dzisiaj nie spieszyło się na lekcje. Mimo obietnicy jaką złożył swojej najlepszej przyjaciółce, olał ją. Głównym powodem dlaczego nie poszedł, nie była, jak twierdził, pogoda, ale to, że jego rodziców jak i brata nie było w domu. Chata wolna, prawda? Najchętniej to skusiłby się na kolejną domówkę, ale jeśli znów miałby przyjść Rock Lee i wszystko rozwalić, to woli posiedzieć sam i posiadać jeszcze dom. Były też plusy takiego samotnego dnia - mógł nadrobić stracone odcinki ulubionego anime. Sięgnął dłonią po kolejnego chrupka, lecz po chwili usłyszał głośne pukanie do drzwi. Niechętnie wstał ze swojego miejsca, odkładając koc, którym był przykryty na podłogę i ruszył w kierunku drzwi. Nacisnął na klamkę i zaraz do jego domu wparowała Sakura.
– Lepiej się pakuj do szkoły, jeśli chcesz żyć. – Zagroziła mu bardzo poważnym tonem. Naruto przełknął głośno ślinę, ale po chwili szeroko się uśmiechnął. Musiał wymyślić coś na szybko, jakąś wymówkę, w którą ta by uwierzyła. – Głuchy jesteś?!
– Yah, Sakura-chan! – Krzyknął zaskoczony, kiedy ta nagle chwyciła go za ucho i mocno pociągnęła w dół. Po chwili wyzwolił się z tego uporczywego uścisku i odszedł na dobrą odległość. Tak wiele razy od niej obrywał, że zapamiętał zasięg jej ciosu: metr. – Ale dzisiaj nie ma rodziców...
W tym samym momencie nad jego głową zapaliła się żarówka. Byli sami w jego domu, a ona zbliżała się do niego... Dlaczego więc nie wykorzystać takiej okazji?
Odczekał chwilę, aż ta przybliżyła się do niego. Gwałtownie chwycił ją za nadgarstek, wykonał znaną sobie kombinację ruchów i ostrożnie przewrócił na drewnianą podłogę, siadając na niej. Widział w jej oczach zdziwienie i powoli rosnące zdenerwowanie. Chyba zrobił coś, czego nie powinien.
Dziewiętnastolatek zaśmiał się nerwowo, drapiąc się z tyłu głowy. Zaraz zrobił bardzo poważną minę i począł się do niej zbliżać. Odległość między ich ustami nie była duża, wręcz przeciwnie, była przerażająco mała. Różowowłosa, która do tej pory nic nie zrobiła oprócz swoich min, niespodziewanie kopnęła go w krocze.
– Aaa! Sakura-chan! – Upadł na ziemię, trzymając się w okolicach swojego skarbu. W jego oczach pojawiły się łzy. Cóż, dziewczyny nie wiedziały, jaki to jest ból dostać w członka, no!
– Musisz tak, ciołku, olewać tą cholerną naukę?! Zacząłbyś się w końcu uczyć, masz zagrożenia, debilu! – Wykrzyknęła wściekła, wstając z podłogi. Podwinęła rękaw swojej różowej bluzki i podeszła do niego ze ściśniętą dłonią. – Jeszcze do tego chcesz mnie całować?!
Naruto westchnął głośno.
– Sakura-chan, nie bądź na mnie zła o to, no... – Szepnął cicho, by po chwili wylądować na pobliskiej ścianie. Chwycił się za bolący brzuch i zachłysnął się własną śliną. – Cholera... Dlaczego musisz mieć tak dużo siły, co?
– Jeszcze raz odważysz się zbliżyć do mnie na odległość dziesięciu centymetrów, przysięgam Naruto, zabiję cię własnymi rękoma!
Podniosła swój wzrok na drzwi.
– No chodź – Sakura machnęła dłonią w celu zaproszenia tajemniczej osoby do mieszkania Uzumaki'ego – nie wstydź się.
Do środka weszła wysoka granatowowłosa dziewczyna, której grzywka przysłaniała jej zawstydzone, białe oczy. Miała na sobie długie czarne leginsy oraz swoją ulubioną fioletową kurtkę, która przysłaniała praktycznie całe ciało. Nie chciała się wpraszać, ale na dworze robiło się coraz zimniej, więc nie opierała się zaproszeniu przyjaciółki.
– Cześć Hinata – zawołał wesoło Naruto – jesteście głodne? Albo może chcecie coś ciepłego do picia, co?
– Naruto, ty powinieneś się ubierać i iść z nami do szkoły! – Wykrzyknęła Sakura.
– Sakura-san – wyszeptała nieśmiało Hyuga.
– Tak?
Dziewczyny na tym skończyły swoje rozmowy, ponieważ zaraz zostały zaproszone do jadalni. Starsza była zdziwiona tak gościnnym i nagle zmienionym zachowaniem przyjaciela, ale pozostawiła to bez słowa. Może ukrywał przed nią fakt, iż podoba mu się dziedziczka znanej firmy?
– Kawę, herbatę? – Zapytał z tym swoim uśmiechem, na widok którego na policzkach Hinaty zawsze pojawiły się rumieńce, tak jak i tym razem. – Hinata ty chyba chora jesteś, co? Jesteś strasznie rozpalona. Zrobię ci kakao.
Dziewczyna nie odezwała się, spuszczając głowę. Super, zrobiła z siebie idiotkę przed ukochanym chłopakiem.
– Naruto, może ty powinieneś coś, ten teges, z Hinatą, przynajmniej ode mnie byś się odczepił – zaśmiała się na cały głos Sakura, widząc minę przyjaciółki. Doskonale wiedziała, że już od małego Uzumaki jej się podobał, zresztą nie było to trudne do zauważenia, jedynie on był ślepy i tego nie widział.
– Sakura-san... – Wyszeptała spanikowana Hyuga, nigdy wcześniej się tak nie rumieniąc.
– Hinata jest tylko przyjaciółką, to ciebie, Sakura, chcę – powiedział, robiąc niezadowoloną minę.
Czajnik, który wcześniej postawił na kuchence gazowej, zaczął piszczeć. Naruto ostrożnie zalał kakao wodą, a następnie pomieszał napój, dmuchając w niego, aby lekko go ochłodzić. Martwił się o swoją koleżankę, mimo iż nic do niej nie czuł. Taki już był i każdy o tym wiedział. Podał dziewczynie kubek i usiadł obok niej. Położył swoją dłoń na jej czole, przez co ta drgnęła lekko.
– Zimno ci? Jesteś cała czerwona na twarzy, a drżysz... Może pojedź do lekarza, co? – Zapytał spokojnie, nie wiedząc z iloma emocjami zmierza się Hinata w swoim duchu. – Sakura-chan, a ty co o tym myślisz? Chcesz iść na medycynę, prawda? Powiedz co myślisz...
– Myślę, że jesteś idiotą – zaśmiała się, po czym wstała. – Lepiej, żebyśmy z Hinatą stąd już wyszły, bo zaraz mi tu zejdzie.
– I ty się jeszcze śmiejesz?
– Bo to zabawne.
Haruno podeszła do przyjaciółki i dotknęła jej ramienia.
– Chodź, Hinata, do szkoły, Naruto chyba nie chce iść – powiedziała, a blondyn również wstał.
– Hinata nigdzie nie idzie! Przecież ona jest cała rozpalona, pewnie jest chora!
W tym momencie to obie były kompletnie zaskoczone, bo Uzumaki jeszcze nigdy nie pokazał, iż tak bardzo martwi się o rówieśniczkę. Sakura wyszła z szoku dużo wcześniej i w tym samym czasie prychnęła cicho.
Miała plan.
– To ja ci ją tutaj zostawię, więc zajmij się nią, dobrze? – Wystawiła w jego kierunku język. Może w końcu udałoby się jej razem ich wyswatać.
– Nie... Sakura-san pójdę z tobą, nic mi nie jest... – Wydukała Hyuga z delikatnym uśmiechem.
Dziewczyna pochwyciła różowowłosą przyjaciółkę za nadgarstek i kłaniając się przed Uzumaki'm, pożegnała się z nim.
–No to zaczekajcie na mnie... – Mruknął niezadowolony.
Wizja spędzenia w szkole około trzech godzin mimo wszystko bardzo mu się nie podobała. No, ale martwił się o Hinatę i chciał mieć ją na oku. Ale dlaczego tak nagle zaczął się o nią martwić... Cóż, o tym pomyśli później, nie teraz.

Pojawili się w szkole.
Właśnie zadzwonił dzwonek. Z klas hurtem zaczęli wybiegać uczniowie, którzy mieli już dosyć lekcji, a mimo to wciąż musieli tkwić w tej głupiej budzie. Uzumaki zaczął żałować, że tutaj przyszedł, bo właśnie zdał sobie sprawę, że przybyli na ostatnią lekcję, a wychowawca jego klasy, Kakashi Hatake pewnie znów będzie kazał mu odpracować te wszystkie godziny, na których nie był.
– Nie martw się, nie tylko ty - powiedziała cicho Sakura, jakby czytała mu w myślach. – Pierwszy raz zrobiłam sobie wagary i przyszłam na ostatnią lekcję. Naruto, zmieniasz mnie, powinnam ci dać za to po mordzie, ale już i tak wystarczająco ode mnie dzisiaj dostałeś.
– Dziękuję Sakura-chan za pocieszenie, naprawdę... – Mruknął niezadowolony. – A nawet książek nie mam... To ja może wrócę...
Odwrócił się, ale zauważył czerwoną Hinatę. Zacisnął mocno wargi, aby po chwili wypuścić powietrze ze swoich ust.
– Dobra, zostanę.
Różowowłosa spojrzała na przyjaciółkę i zachichotała cicho. Ten widok był wręcz zabawny, będzie musiała wszystkim opowiedzieć o tym, co się stało u Uzumaki'ego w domu, no, może pomijając kilka fragmentów.
– Uzumaki! Haruno! I nawet ty Hinata! – Wściekły głos Shizune, sekretarki szkolnej, doszedł do ich uszu. Każdy wiedział, że ta zawsze jest o wszystkim bardzo dobrze poinformowana, więc nie zdziwiło ich to, że to ona jako pierwsza wystartowała do nich z pretensjami.
– Spokojnie Shizune, ja to załatwię – nagle pojawił się obok niej Kakashi.
– Zwiewamy? – Zapytał przerażony Naruto.
– Chętnie.
Trójka przyjaciół chciała przygotować się do ucieczki, ale zatrzymała ich Tsunade, dyrektorka.
– Ja na waszym miejscu zostałabym w domu. Kto mądry przychodzi do szkoły na ostatnią lekcję? – Zapytała podejrzliwie blondynka, a jej "prawa ręka" westchnęła głośno. Jak zwykle zamiast pouczać uczniów, to doradza im w sprawach dotyczących wagarów. – No już Shizune, nie denerwuj się. Wszyscy za karę zostajecie po lekcjach i sprzątacie razem z Kakashi'm podwórko.
– Dlaczego ze mną? – Zapytał zaskoczony siwowłosy.
– Bo tak mi się podoba. A teraz wszyscy znikajcie.
Blondyn wybuchnął głośnym śmiechem. Nie dość, że przyszedł na ostatnią lekcję, to jego wychowawca "za karę" będzie musiał spędzić z nim kilka dodatkowych oraz bezpłatnych godzin. Tego Naruto pragnął już od ponad trzech lat! I w końcu, tak nie spodziewanie, udało mu się to. No żyć, a nie umierać po prostu.
– Idźcie na japoński – mruknął niezadowolony Hatake.
Hinata ruszyła w stronę odpowiedniej klasy, wyciągając z kieszeni telefon. Po odblokowaniu ekranu blokady i włączeniu odpowiedniej aplikacji zaczęła pisać sms'a do mamy.
– Z kim tak romansujesz? – Zapytał Uzumaki, patrząc jej przez ramię na jej urządzenie.
– Do przyjaciółki muszę napisać... - Wyszeptała nieśmiało.
– Z przyjaciółką romansujesz?!
– Co?!
– Jesteś homo? – Zapytał podejrzanie poważnie, a Hyuga z jeszcze większym rumieńcem na twarzy zaczęła mocno potrząsać głową.
– Nie, nie, nie! – Krzyknęła, po czym zatkała usta ręką. – Przepraszam, nie powinnam...
– Nie przepraszaj, żartowałem – zaśmiał się, zakładając ręce za głowę i uśmiechnął się szeroko. – Ale powiedz szczerze... Masz chłopaka?
– N-Nie...
Naruto mrugnął do niej, a zaraz potem objął ją ramieniem. Nie widział w tym nic złego, a ona? Wyglądała jak burak, a serce cholernie biło...

– Daj spokój.
Wal się.
Interesująca rozmowa toczyła się między Shikamaru, a obiektem jego "westchnień", Temari. Chłopak już dawno obiecał jej kolację na dachu przy świecach, ale za każdym razem kiedy ta o tym wspominała, olewał ją, tak jak i tym razem. Nie chciało mu się taszczyć wielkiego stołu na czteropiętrowy budynek, gdzie nie było windy. No tak go jeszcze nie pogrzało, nie zrobiłby tego nawet dla swoich dzieci, których nie ma.
Dźwięk zakończenia połączenia wyrwał go z transu. Sabaku znowu się obraziła.
– Jakie to upierdliwe...
Położył się na łóżku.
– Nara Shikamaru!
Brunet zakrył swoją głowę poduszką.
– Ja pierdziele... – Wyszeptał, gdy nagle do pokoju, w którym przebywał, wpadła jego matka. Kobieta była wściekła, a dziewiętnastolatek doskonale wiedział, dlaczego taka była. Nie zrobił prania, tak jak go o to poprosiła, no cóż... W końcu i tak by to zrobiła, więc po co miał się wysilać.
– Wstawaj, ty leniu śmierdzący – wysyczała, ciągnąc jego koc.
Brunet niechętnie wstał tak jak rozkazała mu rodzicielka.
– Mamo, nie mam dzisiaj szkoły. Mówiłem ci to wczoraj, więc daj mi spać i nie, nie zrobię prania. Spać mi się chce.
– Dziewczyna do ciebie przyszła – kobieta fuknęła, po czym z uniesioną głową wyszła z pokoju syna. Jak ten potrafił ją zdenerwować, to było po prostu niemożliwe.
– Dziewczyna? – Zapytał sam siebie. – Temari?
Nara opuścił pomieszczenie i skierował się w stronę zamkniętych drzwi. Za nimi ktoś na niego czekał, a on nie wiedział, czego ma się spodziewać. W końcu otworzył drzwi, a po drugiej stronie stała Karui.
Rudowłosa dziewczyna o ciemnej karnacji charakterystycznej dla kraju i miasta z którego pochodziła. Jej żółte oczy, w które przez krótką chwile wpatrywał się Shikamaru, mówiły wszystko - była wściekła. Do pełni szczęścia brakowało mu tylko jej, naprawdę.
– Czego chcesz? – Zapytał, jakby chciał, aby stad jak najszybciej się ulotniła.
– Umówisz się ze mną? – Zapytała z nadzieją w głosie. No, ten cholernik musiał się zgodzić, bo jeśli się nie zgodzi, jego przyjaciel wciąż będzie coś do niej czuł. – Błagam cię.
– Dlaczego tak nagle, hm? – Zapytał, opierając się o framugę drzwi, nie zaprosił jej do środka, nie chciał robić sobie z tego powodu jakiś upierdliwych problemów czy czegoś.
– Chcę, aby Akimichi przestał się za mną oglądać, bo my razem na pewno nie będziemy, rozumiesz?
– Ale dlaczego akurat ja miałbym mu coś takiego zrobić?
– Bo jesteś jego przyjacielem.
– Właśnie, jestem jego przyjacielem, a osoby z tym mianem nie robią czegoś takiego, wiesz? – powiedział nieco zły, bo ta rozmowa powoli schodziła na niewłaściwy tor. – Zejdź mi z oczu, nie chce mi się z tobą gadać.
Karui westchnęła głośno i złapała go za nadgarstek.
– Błagam cię, Nara, zrób to dla mnie – wyszeptała.
– Przyjaciel jest ważniejszy niż ty, spadaj stąd. Znajdź sobie innego frajera, czy kogoś – odpowiedział.
Wyrwał się z jej upierdliwego uścisku i już chciał zatrzasnąć drzwi przed jej nosem, kiedy ta zatrzymała je, otworzyła na szerokość i wtuliła się w niego.
– Proszę...
To nie będzie dobry pomysł, Nara, nie zgadzaj się... Zniszczysz waszą przyjaźń..., pomyślał Shikamaru, tocząc walkę między rozumem, a sercem. Bitwa dobiegła końca po minucie, a zwycięzcą został rozum. Skoro ona go i tak nie chce, to lepiej byłoby dla Choji'ego, aby przestał za nią latać, prawda?
– Dobra, ale co mam niby robić, hm? – Zapytał, odsuwając ją od siebie.
– Zaprosisz mnie do środka? – Zmieniła temat.
Upierdliwa, jak zawsze.
– Właź.

Zadzwonił dzwonek. Przerwa właśnie dobiegła końca.
Przed salą numer piętnaście stali uczniowie klasy trzeciej "E" oczekujący nadejścia ich wychowawcy. Mężczyzna pewnie jak zwykle się spóźni i zostanie im jedynie pół godziny lekcji. Jak zwykle zada wiele zadania domowego i zamiast odpoczywać w domu, będą musieli się uczyć. Właśnie dlatego nienawidzili japońskiego, a bynajmniej lekcji z Kakashi'm.
Hinata siedziała w ławce, czytając książkę. Na szczęście, dziewczyny zajęły się Uchihą, więc w spokoju mogła przeczytać lekturę.
– Co robisz, Hinata?
Do granatowowłosej dosiadł się Naruto. Wciąż martwił się o swoją przyjaciółkę, a ta mocno to odczuwała, przez co na jej twarzy niemal cały czas gościł różowy rumieniec.
– Ciągle jesteś rozpalona, idź ty lepiej do tego lekarza – powiedział stanowczym głosem, patrząc na jej zdziwioną twarz. Nie patrzyła na niego, nie miała na tyle odwagi. – Spójrz na mnie.
Te trzy słowa, a Hyuga poczuła się jakby została strzelona piorunem. Spojrzeć na niego bez buraka na twarzy, a przy tym zrobić z siebie nieradzącą sobie w życiu owieczkę? Nie chciała tego, no ale cóż...
Powoli podniosła swoją głowę do góry i nieśmiało spojrzała w niebieskie oczy ukochanego. Widziała w nich troskę.
– Jedź do lekarza, proszę... – Wydukał cicho.
Szokował nie tylko ją, ale i samego siebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz